polskiepodatki.pl

 

W Norwegii wszyscy wiedzą, ile kto zarabia

W Norwegii wszyscy wiedzą, ile kto zarabia

Co roku w październiku urząd podatkowy w Norwegii publikuje w internecie listę nazwisk z informacją, ile kto zarobił, ile odprowadził podatku i jaki ma majątek. Można sprawdzić sąsiada, szefa, chłopaka, burmistrza i pastora.

Córki Hilde Myrberg (lat 11 i 13) wróciły ze szkoły zafrasowane.

- Coś się stało? - zapytała.

- Dzieci mówią, że dużo zarabiasz!

- Może tylko tak mówią - próbowała opanować sytuację Hilde.

- Akurat. Pisali o tym w gazetach.

Strapiona mina męża potwierdziła tylko, że nastąpił kryzys: Hilde, prawniczka z dyplomem MBA, zasiadająca w zarządzie koncernu Orkla, trafiła na pierwsze strony gazet jako jedna z najlepiej zarabiających kobiet z kadry menedżerskiej w Norwegii.

- Jakby ktoś pokazał mnie palcem: patrzcie, ona ma więcej niż inni.

- A nie ma pani?

- Zawsze znajdą się tacy, co mają więcej, i tacy, co mają mniej. A nam chodzi o to, żeby wszyscy mieli mniej więcej tyle samo.

Pisarz bije premiera

Umówiłam się z Hilde, żeby się dowiedzieć, jak żyje się w kraju, w którym każdy każdemu może zajrzeć do portfela. Co roku w październiku urząd podatkowy w Norwegii publikuje w internecie listę nazwisk z informacją, ile kto zarobił, ile odprowadził podatku i jaki ma majątek. Można sprawdzić sąsiada, szefa, chłopaka, burmistrza i pastora.

Można się dowiedzieć, że premier Jens Stoltenberg w 2012 roku zarobił 1 423 897 koron netto - to jakieś 730 tysięcy złotych.

Pisarz Jo Nesbo - 38 912 344 (ponad 20 milionów złotych).

Kobieta, która trafiła do rankingu najlepiej zarabiających Norweżek, przyjmuje mnie w dżinsach, podkoszulku i ciepłych kapciach; nie ma makijażu, a długie siwe włosy związała w kitkę. Ma 54 lata (wiek podaje jak rękę, pewnie i bez skrępowania), mieszka z rodziną w kamienicy w centrum Oslo, przy ulicy prowadzącej wprost do portu (jak się dobrze wychylić, z okna w gabinecie widać morze). W salonie z bieloną podłogą sprzętów jest mało i wszystkie po coś: stół, żeby pomieściła się rodzina i przyjaciele, półki - na książki, szafka - na buty.

Dziś zasiada w zarządach kilku dużych firm. Niedawno przyjechała do niej delegacja z Francji z pytaniem, jak sprawić, żeby do rad nadzorczych trafiało więcej kobiet.

- Powie mi pani, jeśli zapytam, ile pani zarabia?

- Czułabym się niezręcznie. To sprawa prywatna.

- Prywatna? Przecież każdy może to sprawdzić w internecie.

- Dokładnie - Hilde cieszy się, że zrozumiałam, o co chodzi. - Nie musimy o tym rozmawiać, a pani i tak ma dostęp do tych informacji.

- To ważne?

- Oczywiście. Choćby dlatego, że każdy może sprawdzić, czy płacę uczciwie podatki.

- Ile?

- 51 procent.

- Strasznie dużo.

- Ale przecież dużo zarabiam.

Najlepiej zarabiające imiona

- Wypasionym samochodem nikomu tutaj nie zaimponujesz - tłumaczy mi Bjorn Stark (35 lat), programista i bloger. - Takimi jeżdżą nudziarze i grubasy. Jak chcesz się pokazać, kupujesz rower. Dobry. Bo rower oznacza, że poza kasą masz jeszcze coś: energię, zdrowie. W Oslo jest droga rowerowa, którą nazywamy Tour de Finance. Każdego ranka finansiści w garniturach prują nią do centrum.

- Nigdy nie sprawdzałem, ile zarabiają inni, bo po co? Ja mam w sam raz.

Jawność dochodów, tłumaczy, to dla większości Norwegów rzecz oczywista. W XIX wieku w wielu miejscowościach przyjął się zwyczaj, że mieszkańcy zbierali się na placu przed kościołem, gdzie odczytywano, kto ile zarobił i ile podatku się należy. Zdarzało się, że zgromadzeni zgłaszali uwagi na bieżąco, krzycząc: "Za mało!" albo "Za dużo!". Rozwiązanie to miało tę zaletę - zauważył pewien historyk z Bergen - że pozwalało również zaoszczędzić na znaczkach pocztowych.

Nieco później dochody wszystkich podatników zaczęły trafiać do księgi, którą co roku wystawiano w urzędach w każdym mieście. Każdy mógł się tam wybrać i odszukać po nazwisku sąsiada albo lokalnego polityka. Bjorn: - Nie pamiętam, żeby ktoś z mojej rodziny to robił. To jednak był trochę obciach.

Źle zaczęło się dziać dopiero, kiedy nastał internet i okazało się, że nie trzeba będzie nawet zakładać kaloszy, żeby dowiedzieć się, ile kasy wyciąga Hansen spod trójki. W 2002 roku listy podatkowe trafiły do sieci. - Nie trzeba było się nawet logować. Zdarzało się, że wpisywałem w Google czyjeś nazwisko i jako pierwszy wynik wyskakiwał jego dochód. No, to już było trochę niesmaczne.

Gazety zaczęły prześcigać się w drukowaniu rankingów: najbogatszych celebrytów, aktorów i piłkarzy. Na swoich stronach internetowych uruchomiły wyszukiwarki, gdzie można było porównać dwie wybrane osoby (czy lider grupy a-ha zarabia więcej niż premier?). To wtedy na pierwsze strony gazet trafiła Hilde.

"Obawiam się, że fundujemy sobie podatkowe porno - pisał w "Dagbladet" Jan Omdahl, popularny publicysta ("Dagbladet" to taki norweski "Super Express"). - Może się okazać, że Norwegowie nie będą mogli oderwać się od obsesyjnego sprawdzania swoich sąsiadów i kolegów z pracy. Z drugiej strony - dodawał optymistycznie - czyż nie tak powinna funkcjonować demokracja społeczna, której ideałami są równość, otwartość i przejrzystość?".

Norweg otwarty i zamknięty

- Jak ci to wytłumaczyć? W Norwegii mamy więcej tajemnic przed znajomymi niż przed państwem. Ja jako Natalie, 25-letnia studentka, która boi się pająków, lubi czarne ciuchy i właśnie rozstała się z Tomasem, nie powiem ci, ile zarabiam. Bo to tak, jakbym ci miała powiedzieć o pierwszym orgazmie albo na co chorowała moja mama. Ale jako Natalie obywatelka nie mam nic przeciwko temu: 150 tysięcy koron rocznie, ze sklepu z kanapkami, gdzie dorabiam w weekendy albo po zajęciach.

- Sprawdzasz, ile zarabiają inni?

- Zajrzałam parę razy. Najczęściej jest tak: poznajesz na imprezie fajnego chłopaka. On jest starszy, pracuje, wymieniacie się telefonami. Wracasz do domu i oczywiście wrzucasz jego nazwisko do internetu. I wtedy przychodzi myśl, czy może by tak jeszcze nie sprawdzić, no, wiadomo.

- I jakie to uczucie?

- Na kacu jakoś da się znieść. Na trzeźwo - fatalne. Facet sobie spokojnie je śniadanie, a ja w tym czasie grzebię mu w portfelu. Moi rodzice umarliby ze wstydu, gdyby wiedzieli, że robię to tak dla zabawy.

Katarzyna Brejwo


Data i godzina : 2013-10-24 13:06:32 Redaktor: Joanna Sokołowska

Źródło : http://wyborcza.pl/ Czytaj więcej